Wróżki przecie są na świecie

Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że tzw. piosenki głównego nurtu, choć nieraz miłe dla ucha, bardzo często (choć są na szczęście wyjątki) charakteryzują się pewną taką miałkością tekstu. W większości traktują oczywiście o miłości, ale jak się głębiej przyjrzeć, to tak naprawdę o miłości własnej, a w warstwie literackiej nie sposób nie zauważyć w nich daleko posuniętej powierzchowności i deklaratywności. Nagminnie łamana jest żelazna zasada każdej dobrej opowieści, która brzmi: don’t say it, show it! Konsekwencja dla uczących się języków jest taka, że teksty są zwykle proste, co jest naturalnie zaletą na poziomie początkującym, ale już na poziomie średnio zaawansowanym może pozostawiać wrażenie niedosytu.

Ale nie przyszedłem przecież Państwu narzekać. Wręcz przeciwnie, chcę pokazać, że można inaczej, o czym raz po raz przekonujemy się dzięki artystom niezależnym albo dopiero przebijającym się do głównego nurtu (i oczywiście – temu poczytnemu portalowi). W poprzednich numerach byli to chociażby BambiKina czy drwal Ojeda. Dzisiaj moją tezę zilustruje pochodząca z Kastylii-La Manchy pani María de los Ángeles Rozalén Ortuño (ach, te hiszpańskie rozrzutne nazwiska), w swojej działalności scenicznej znana po prostu jako Rozalén. Piosenka Las hadas existen opowiada o wróżkach, więc jest w zasadzie skierowana do dzieci. Ale nie tylko, a nawet, rzekłbym, nie przede wszystkim…

las-hadas-existen